Modny Tydzień, część 4 (choć może bardziej 3) – Mediolan.
W moim prywatnym odczuciu mediolańskie pokazy są zwykle najbardziej “osobne”. Choć istnieje zawsze jakaś część wspólna (najczęściej zaskakująca, jak przykłady którymi za chwilę się posłużę), to trudno wyobrazić sobie kobietę, która mogłaby z jednakową pewnością siebie obnosić modele z różnych kolekcji włoskich projektantów. Kobietę “mediolańską” wyobrażam sobie jako dość ostentacyjną, ale gatunki ostentacji prezentowane przez czołówkę mediolańskiego Tygodnia Mody są tak zróżnicowane, że nie wyobrażam sobie ich w jednej szafie.
Absolutny brak konsekwencji kolorystycznej, dzikość nadruków czerpiących żywcem z fauny i flory (których odważyłam sie nie pokazywać;) i nieco wyuzdana kobiecość ( w wersjach boho, disco i kilku innych) to elementy przeważające na wybiegach Mediolanu w sezonie Wiosna/Lato 2012. Nie dało się jednak nie zauważyć pewnych prawidłowości.
Jeżeli wcześniej pisałam o głębkich dekoltach, moje spostrzeżenia były iście purytańskie. Głębooookie dekolty pokazał nam Mediolan:
Trend widoczny w stopniu bardzo umiarkowanym na wybiegach NYC i Londynu (Paryż w cudowny sposób uniknął zakażenia) objawił sie z pełną siłą w Mediolanie. Frędzle ( cóż za okropne słowo, barbarzyńskie ;) pojawiły sie w niemal każdej znaczącej kolekcji ( przy czym niektóre kolekcje były wręcz wokół nich zbudowane):

Etro/Ferragamo/Versace/Gucci/Moschino; pictures via Vogue.com
Absolutnie wyjątkowy w tym sezonie mediolańskim był zachłyst odkrytym brzuchem ( znikome, całkiem nietrendotwórcze przypadki pojawiały sie oczywiście na wybiegach innych stolic mody, widok żeber i pępków spowszedniał natomiast całkiem na włoskiej ziemii):

Prada/Versace/Missoni/Cavalli/Dolce&Gabbana; photos via Vogue.com
Pisałam juz wcześniej o obniżeniu stanu, przeniesieniu środką ciężkości z rzeczywistego pasa nieco niżej. Zapowiedzi tego trendu pojawiały się już w Nowym Jorku i Paryżu (Londyn w znacznej większości utrzymał talię w talii), natomiast zdecydowana zmiana nastąpiła własnie w Madiolanie. Modernizacja stylu lat 20tych w niektórych przypadkach była wręcz umowna (Gucci, Etro, Cavalli), choć pojawiały się całkiem “dzisiejsze” kreacje zorientowane wokół bioder:

Bottega Veneta/Cavalli/Etro/Gucci/Max Mara; photos via Vogue.com
Do zobaczenia
Najbardziej znaczące pokazy w branży mamy juz za sobą. To one będą narzucać trendy zarówno magazynom mody jak i sieciowym sklepom odzieżowym. Nic nie cieszy mnie jednak tak jak fakt, że juz za dwa tygodnie będę wraz z resztą ekipy Ultra Zurnala obserwować najnowsze poczynania polskich projektantów. Wrażenia wzrokowe i (wreszcie!) dotykowe będę przekazywać zarówno tu jak i na stronach ULTRA. Do poczytania w takim razie, z okazji Fashion Philosophy Fashion Week Poland.
Modny Tydzień, część 3 (ale trochę 4) – Paryż
Ponieważ najważniejsze w branży Tygodnie Mody mamy już za sobą a Mediolan nie ułożył mi się jeszcze do końca w spójny obraz — dziś to co udało mi sie wyłuskać po wielokrotnym przejrzeniu niezawodnie i wieloźródłowo uaktualnianych fotograficznych raportów on-line z wybiegów Paryża.
Przede wszystkim, tradycyjnie, propozycje paryskich projektantów w bardzo nieznacznym stopniu miały na uwdze fakt, że dzisiejsze kobiety to profesjonalistki, niekoniecznie natomiast profesjonalistki w branży modowej. Kobieta wymyślana w sezonu na sezon w Paryżu raczej nie pracuje, od południa popija szampana, wieczory spędza w operze bądź na otwarciach galerii sztuki, ewentualnie w nocnych klubach. Sytuację kobiet, które wolałyby jednak pracować ratuje nieco dom mody Celine, od czasu do czasu zainteresuje się nimi Stella McCartney (niestety, nie w tym sezonie). Oczywiście nie ma w tym nic złego, jest cały ogrom wspaniałego a mówię o tym, ponieważ z mojego prywatnego punktu widzenia to właśnie najbardziej wyróżnia ofertę paryskiego Tygodnia Mody.
Jeżeli idzie o obserwowalne tendencje, podobnie jak w NYC i Londynie pojawiło się wiele cytrusowych, jednobarwnych zestawów, widoczny był wysyp bieli, pastele natomiast wystąpiły w duecie, ograniczając się do barw zarezerwownych dla niemowlęcych pokoików:

Galliano/Chanel/Valentino/Alexis Mabille/Costume National; photos via Style.com

Chanel/MiuMiu/McQueen/Valentino/Chloe; photos via Style.com
Swój bardziej stonowany (kolorystycznie) moment miała tendencja “nadmuchanych” proporcji:

Balnciaga/Dries van Noten/L.Vuitton/Celine; photos via Style.com
Pewien zauważalny już w NYC trend obniżający stan nie tylko sukienek ale także zestawów góra/dół uwypuklił się właśnie w Paryżu:

G.Valli/Dries van Noten/Chloe/Celine; photos via Style.com
Pokazy pełne były różnego rodzaju “wycinanek”, rozcięć i pozbawień. Najliczniej reprezentowane były extra-głębokie dekolty:

E.Ungaro/McQueen/Hakaan/P.Rabanne/Balmain; photos via Style.com
i braki jednego rękawa:

S.McCartney/Balenciaga/Hermes/S.McCartney; photos via Style.com
Ponownie pojawiła sie również na paryskich wybiegach wojowniczka przyszłości (u której w sposób całkiem organiczny wypatruję pojawienia się w ramach akcesoriów jakiegos rodzaju broni z klasą, tres chic, znaczy się):

Mugler/P.Rabanne/I.Marant; photos via Style.com
Poza tym: obejrzeliśmy ostatnią kolekcję Marca Jacobsa dla LV oraz debiutancką kolekcję Kayne West ( która, nie całkiem nieudana choć trochę toporna i wtórna, zatoczyła niemałe koło i dziwnym trafem wylądowała w Paryżu, choć “projektant” nowojorski znalazł sobie “inżynierów” w Londynie). Oraz: ADR zaprezentowała nam swoją słynną czereśniową opaskę w wersji “wild life” ;)
Modny Tydzień, część 2 – Londyn
Londyński Tydzień Mody to festiwal różności, szczególnie jednak różności od tego co dzieje się na scenach starszych, mniej poszukujących zadośćuczynienia za wieki całe surowych restykcji odzieżowych, których Brytyjczycy nie mogą nie pamiętać. To obserwacja kierunku w którym podąża jedna z najbardziej prestiżowych szkół projektowania odzieży – Central St. Martins, która jako jedna z niewielu nie zjada jak dotąd własnego ogona. Do Londynu zjeżdzają po wiedzę i umiejętności w tej dziedzinie adepci z najdalszych części świata i tę różnorodność u źródeł widać jak na dłoni.
Marki odzieżowe prezentujące się w Londynie nie są tak zamożne jak te nowojorskie, mediolańskie czy paryskie, stąd nie zobaczymy tu na każdym pokazie czołówki światowego modelingu ( w niektórych przypadkach należałoby sie z tego akurat cieszyć, przyjemnie jest obejrzeć pokaz lub dwa nie musząc patrzeć na niefortunny krok Arizony Muse, np), część prezentacji nie sprawdzi się w “prawdziwym świecie”, ma także niewielkie szanse na czerwone dywany. Na pewno wiadomo natomiast : IT’s QUITE OK TO LOOK A BIT CRAZY in LONDON
W dziedzinie druku na tkaninach projektanci londyńskiego Tygodnia Mody zwrócili się w stronę Art Nouveau, esówfloresów nieco meblarskich i architektonicznych:
Nie zabrakło digiprintów, te natomiast pojawiły się w towarzystwie form “nadmuchanych” w najmniej oczekiwanych rejonach:
Pojawiały sie tu i ówdzie kolory wprost z drzewa cytrusowego, tak popularne w trakcie nowojorskiego Tygodnia Mody, niemniej — królowały najróżniejsze odcienie niebieskości:
W kategorii mikrotrendów, po pierwsze — coś o czym marzę odkąd pamiętam — zdekonstruowany kardigan (czyli coś dzianego, zapinanego na guziki, tylko przekrzywionego i w ten właśnie sposób dopasowanego do ciała, które zdecydowało się toto nosić ;)
Po drugie trend, którego pierwszy zwiastun zaobserwować można było w NYC (stąd nielondyńska część tego tryptyku, Proenza Schouler), a który cieszy moje proste i niedzisiejsze serce — wyplatanki, ze skóry i rafii, czasochłonne rzemiosło, któremu tak niewiele poświęca się dziś czasu:
Modny Tydzień, część 1 — Nowy Jork
Nie mam pojęcia ile z tego, co mi osobiście zapadło w pamięć zostanie zauważone w podsumowaniach istotnych pism modowych. Nie wiem czy moje spostrzeżenia nie są odosobnione, poza tym rozpatrywanie trendów sezonu na podstawie wyłącznie tygodnia nowojorskiego może wydawać się przedwczesne. Niemniej, nowojorski rynek mody z całym swym finansowym rozmachem i specyficzną estetyką wydaje się być osobny wystarczająco, by już na jego podstawie wyciągnąć pewne wnioski na temat tego, co będziemy nosić w sezonie wiosenno-letnim 2012. Nie wszyscy, nie wszędzie zastosują się do wytycznych nowojorskich projektantów, niektórych będzie natomiast widać wyraźnie na popularnych blogach w okolicznościach codziennych, jako że moda rodząca się w Nowym Jorku jest w ogromnej mierze właśnie użytkowa.
Podczas gdy inne tygodnie mody „osobność“ poszczególnych kolekcji wydają sie uważać za porządaną, nowojorskie pokazy sprawiają wrażenie melodii wyśpiewywanych jeżeli nie unisono, to przynajmniej dość zgodnym chórem. Dla nowojorskiego rynku szczególnie istotna jest sprzedaż produktu końcowego, toteż uzgodnienie dominującj sylwetki sezonu (koniecznie odmiennej od tej dominującej w poprzednich sezonach), gamy kolorystycznej (w stosunku rewolucyjnym bądź ewolucyjnym do tych z kilku poprzednich sezonów) czy najbardziej porządanej tematyki druku na tkaninach jest kluczowe. Rynek profesjonalnych wróżbitów trendów (trend forecasters) jest tu świetnie rozwinięty i służy własnie temu – podejmowaniu decyzji w sprawie kierunku, w którym podąży lokalny rynek mody w kolejnym sezonie by umożliwić jak najwyższe wyniki sprzedaży. Jeżeli długości maksi i mini dominowały ostatniego sezonu, trendem nowego musi zostać ogłoszona długośc midi, bo własnie jej brakuje jeszcze w szafach fashionistek. Jeżeli generalna tendencja retrospektywna ostatnich sezonów oscylowała wokół okresu rewolucji seksualnej (liberalnie i kosmopolitycznie rozłożonej na lata 60te i 70te) następstwem musi być nieco bardziej restrykcyjna lub wręcz aseksualna sylwetka. Wszystko to doprawione użyciem najnowszej generacji technik produkcyjnych (laserowe wycinanki w skórze) i inżynieryjnie dopracowanych surowców (elastyczne skóry zwierzące, przepuszczający powietrze plastik a nawet elastyczna, woskowana rafia jako surowiec do produkcji dzianin) sprawia, że chcemy czegoś zupełnie nowego, że potrzebujemy natychmiastowej zmiany, zwykle dwa razy do roku (cztery, w przypadku osób profesjonalnie związanych z modą, którym bycia nie-na-bierząco się nie wybacza).
W sezonie wiosenno-letnim 2012 nowojorscy projektanci zdecydowali się na odrobinę więcej luzu w okolicy talii niż to bywało ostatnio, co nie oznacza całkowitej rezygnacji z modeli z pasem w pasie, natomiast kilkusezonowy powrót talii osy mamy już za sobą (patrz: większość zdjęć). Nie podjęto zbornej decyzji w sprawie obwiązującej długości (wydaje się , że obowiązujące są wszystkie, najmniej widoczna na wybiegach była natomiat długość mini), spodnie wydają się wracać do swej opadającej na biodra, prostej formy, którą pamiętamy z lat 90tych, jesteśmy natomiast ostrożnie przygotowywani na powrót do przyszłości :

Alexander Wang/Lacoste/Rodarte; photos via Style.com
Zabawa intensywnym kolorem skoncentrowała sie na barwach rodem z drzewa cytrusowego:

Reed Krakoff/Kimberly Ovitz/Jason Wu/J.Mendel/ Derek Lam; photos via Style.com
Nowością przyszłego sezonu będą natomiast letnie (temperaturowo) połączenia pasteli:

DvF/Jill Stuart/Ralph Lauren/Preen; photos via Style.com
I biel, wszędzie biel:

Philip Lim/Doo.Ri/Ralph Lauren/Kimberly Ovitz/Derek Lam; photos via Style.com
Także jako stopień gradientu szarości:

DvF/Rachel Comey/Marc Jacobs; photos via Style.com
Geometria. Niby kontynuacja trendu z poprzednich sezonów, jednak jakby na mniejszą skalę (dosłownie), stąd plasująca się estetycznie gdzieś w okolicach technologii ATARI:

Proenza Schouler/Alexander Wang/Jen Kao/Lacoste/BCBG; photos via Style.com
W zakresie druku na tkaninie pojawiły się też dwa mikrotrendy, ukwiecone garnitury:

ADAM/Cynthia Rowley/Prabal Gurung; photos via Style.com
oraz metaliczny nadruk z gigantycznymi kwiatami róży ( w tym ostatnim przypadku jestem pewna, że niemal identycznych druków było więcej, że pojawiały się także w innych kolekcjach, niestety, do reszty nie udało mi sie dokopać. komu się uda– proszę dać znać!)

L'Wren Scott/Isaac Mizrahi; photos via Style.com
Wszystkich serdecznie zachęcam do podzielenia się tym, co sami zauważyli dotąd na wybiegach!
Uncommon Objects
na samym końcu świata (Austin, TX), wszystko zdaje się zawracać do źródła. w ponad 40stopniowym upale wszystko zwalnia bieg, trochę się leni, dość wcześnie zaczynają syczeć świeżo otwarte buteleczki (0.22l) niskoalkoholowego piwa, ładne kobiety wyglądają ładnie bez makijażu i manikjuru we wszystkich kolorach tęczy. nie zabijają sie również o marynarkę Armaniego, która właśnie zawisła na wieszaku w Salvation Army ( i jest wspaniała i kosztuje grosze). ładne kobiety (opalone, uśmiechnięte, wysportowane) chętnie za to odkupią od ciebie prawo do 80letniej pary botków, które nosić mogłaby mama w domku na prerii, a które to ty pierwsza zdjęłaś z półki.
bardzo jeszcze niewiele wiem o mieście do którego ostatnio zwiozłam cały swój dobytek, żeby pobyć tu trochę. nie dało się jednak przeoczyć jednego oczywistego faktu: jest tu więcej sklepów vintage ( odzież, meble, gadżety różnego rodzaju) niż stacji benzynowych. w większości z nich obok popularnych obecnie lat 70 ( i 50, 60, 80, 90, co tam kto woli) wiszą całkiem nieźle zachowane wiktoriańskie suknie “podwieczorkowe” i wieczorowe, można tam zdobyć również stuletnie płócienne botki “jak nowe” i całkiem nadające sie do noszenia a nawet oryginalny i kompletny indiański strój męski ( tu zaczyna sie drożyzna).
Uncommon Objects to pierwszy niezwykły sklep jaki odwiedziłam, który absolutnie podbił moje serce. Na przestrzeni prawie 400m2 naprawdę niezwykła przedmioty zaaranżowane są w dziesiątki niewielkich “pokoików” tematycznych. jest pokój dziecięcy wiejski i burżuazyjny, jest pokoik krawcowej (z którego za opłatą 125$ wyniosłam całą belę impregnowanej bawełny w absolutnie wariacki druk papuzi, widoczną na ostatnim zdjęciu), jest pokoik łowczy i ten należący do kurtyzany pracującej w saloonie. z pokoiku jakiejś eleganckiej damy wykupiłam też mój pierwszy w życiu kapelusz, dzieło rąk Dolly Chopin, popularnej w latach 40tych zeszłego wieku kapeluszniczki z Dallas (wisi na lampie na przedostatnim zdjęciu).
wart obejrzenia jest FILM ze strony internetowej sklepu, warta śliny jest rozmowa z właścicielem UO jeżeli kiedykolwiek wiatry zawieją Was w te strony. Dla wszystkich miłośników westernów i miłośniczek Przeminęło z wiatrem oraz Domku na prerii — cudowne godziny zapomnienia o bożym świecie. Polecam.

UO Austin, TX

UO Austin, TX

UO Austin, TX

UO Austin, TX

UO Austin, TX

UO Austin, TX
przecudnej urody sukieneczki dla lalek, na wzrost zbliżony do Barbie i nieco pełniejsze kształty:

UO Austin, TX

UO Austin, TX

Dolly Chopin, mój pierwszy kapelusz

David&Dash for Cartier Mills vintage fabric
Pierwszy projekt papuzi: sukienka koszulowa z mandaryńskim kołnierzykiem z różowej skórki (tak na środku to ona, wyżej wymieniona skórka, akurat na mandaryński kołnierzyk wystarczy:)









