Przeskocz do treści

Modny Tydzień, część 2 – Londyn

09/29/2011

Londyński Tydzień Mody to festiwal różności, szczególnie jednak różności od tego co dzieje się na scenach starszych, mniej poszukujących zadośćuczynienia za wieki całe surowych restykcji odzieżowych, których Brytyjczycy nie mogą nie pamiętać. To obserwacja kierunku w którym podąża jedna z najbardziej prestiżowych szkół projektowania odzieży — Central St. Martins, która jako jedna z niewielu nie zjada jak dotąd własnego ogona. Do Londynu zjeżdzają po wiedzę i umiejętności w tej dziedzinie adepci z najdalszych części świata i tę różnorodność  u źródeł widać jak na dłoni.

Marki odzieżowe prezentujące się w Londynie nie są tak zamożne jak te nowojorskie, mediolańskie czy paryskie, stąd nie zobaczymy tu na każdym pokazie czołówki światowego modelingu ( w niektórych przypadkach należałoby sie z tego akurat cieszyć, przyjemnie jest obejrzeć pokaz lub dwa nie musząc patrzeć na niefortunny krok Arizony Muse, np),  część prezentacji nie sprawdzi się w „prawdziwym świecie”, ma także niewielkie szanse na czerwone dywany. Na pewno wiadomo natomiast : IT’s QUITE OK TO LOOK A BIT CRAZY in LONDON

Vivienne Westwood/Meadham Kirchhoff/Louise Grey; photos via Vogue.com

W dziedzinie druku na tkaninach projektanci londyńskiego Tygodnia Mody zwrócili się w stronę Art Nouveau, esówfloresów nieco meblarskich i architektonicznych:

Peter Pilotto/Jonathan Saunders/Matthew Williamson; photos via Vogue.com

Nie zabrakło digiprintów, te natomiast pojawiły się w towarzystwie form „nadmuchanych” w najmniej oczekiwanych rejonach:

Peter Pilotto/Louise Grey/Mary Katrantzou; photos via Vogue.com

Pojawiały sie tu i ówdzie kolory wprost z drzewa cytrusowego, tak popularne w trakcie nowojorskiego Tygodnia Mody, niemniej — królowały najróżniejsze odcienie niebieskości:

J.W.Anderson/Roksanda Ilincic/Richard Nicoll/J.W.Anderson; photos via Vogue.com

W kategorii mikrotrendów, po pierwsze — coś o czym marzę odkąd pamiętam — zdekonstruowany kardigan (czyli coś dzianego, zapinanego na guziki, tylko przekrzywionego i w ten właśnie sposób dopasowanego do ciała, które zdecydowało się toto nosić ;)

Pringle of Scotland/J.W. Anderson; photos via Vogue.com

Po drugie trend, którego pierwszy zwiastun zaobserwować można było w NYC (stąd nielondyńska część tego tryptyku, Proenza Schouler), a który cieszy moje proste i niedzisiejsze serce — wyplatanki, ze skóry i rafii, czasochłonne rzemiosło, któremu tak niewiele poświęca się dziś czasu:

Burberry Prorsum/J.W. Anderson/Proenza Schouler; photos via Vogue.com

Reklamy
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: